Poważanie

Znałam wiele matek, które z najwyższą czcią mówiły o Profesorze, gdy ich dziecko znajdowało się pod jego opieką lekarską, opieką tak troskliwą, że równej nie znalazłoby nigdzie indziej. Pamiętam te małe wymizerowane twarzyczki, które rozjaśniały się, gdy on wchodził do pokoju szpitalnego. Pamiętam to czułe "kotku", z jakim zwracał się do małego pacjenta. Wdzięczność matek przybierała czasem formy humorystyczne. Znałam jedną miłą Rosjankę (Profesor leczył jej córeczkę bezinteresownie), która zwierzała mi się, że marzy tylko o jednym - aby czym prędzej stanąć na nogi pod względem finansowym i oddać dług Profesorowi. Próbowałam jej wytłumaczyć, że Profesorowi zupełnie nie zależy ha pieniądzach, ale ona była uparta: "Przecież pani widzi, jak tam u nich skromnie w domu, a On też ma dzieci - powtarzała. - Gdybym chociaż mogła dostać jakąś gęś, mieliby na obiad". Mieszkałyśmy na tej samej ulicy, więc często ją spotykałam. Po paru tygodniach oznajmiła mi triumfalnie, że, gęś udało jej się kupić i zaraz jutro zaniesie ją pan; profesorowej.

barc opinie Gry projekty domów Dega .